piątek, maja 08, 2026

100 lat

Pasja, ciekawość świata, głos. Jeden z moich ulubionych Brytyjczyków. Niech mu się żyje jak najdłużej :)
Happy birthday, Mr. Attenborough.
   

sobota, maja 02, 2026

Alternatywna rzeczywistość skansenów

Ach, bardzo ciekawa rozmowa o estetyce polskiej wsi, o tym, co nam, konsumentom estetyki rodem z peerelowskiej Cepelii potwierdzanej w większości skansenów, wydaje się że jest odzwierciedleniem wielopokoleniowej tradycji. Jak naprawdę wyglądał typowy chłopski dom w XIX wieku :) Kamil Janicki & Ola Zaprutko-Janicka:

 

Bardzo ciekawe. Skąd więc mit gospodyni utrzymującej doskonały porządek? (kiedy się narodził? wbrew pozorom mity nie potrzebują do zaistnienia wsparcia tradycji, skupiska ludzkie potrafią wyprodukować zmyślenie infekujące kulturę w bardzo krótkim czasie). Poza tym wnioski płynące z rozmowy naprowadzają na wyjaśnienie, tak sądzę, dlaczego polska wieś jest pełna współczesnych koszmarków estetycznych (rozwiązania estetyczne wymagają pewnej praktyki, wyrobienia).

wtorek, kwietnia 21, 2026

Humbak

 (…) I widzisz, moja kochana Krowo, też obserwuję akcję ratowania humbaka uwięzionego na bałtyckich mieliznach. Tzn. zerkam od czasu do czasu: żyje jeszcze czy nie żyje. Bo przecież wpływu nie mam, tylko trzymam kciuki, żeby mu się udało. Są aktywiści, którzy próbują pomóc. To zaś, co mnie irytuje, to narracja ze strony naukowców, przynajmniej taka, którą promują media. Wynika z niej, że naukowcy nieskorzy są do pomocy, ale jakby można coś z tego dla siebie wycisnąć, to może przylepmy mu nadajnik. A tak w ogóle to nie ma szans, bez sensu się męczyć, może wysadzić, może uśpić, ale nie, bo to i tamto, takie gadki-szmatki, które w niczym nie pomagają, ani gdy się walczy o życie, ani tym bardziej, gdy się aktualnie umiera (pomijam fakt, że jeśli ktoś umiera, to naprawdę psychiczna niewygoda laików jest umierającemu równie przydatna jak rybie rower). Zauważyłam ze złością, że podawane nazwiska naukowców należą głównie do panów. Zastanawiałam się, czy u nich w domu jest jakiś chomik, kot, pies, żywa istota, powiedzmy choćby dziecko… które jest tam pod czyjąś opieką, podczas gdy oni tu pierdolą i zamartwiają się swoją pozycją w świecie. Podstawową funkcją nauki jest jej użyteczność w rozkminianiu świata, użyteczność dla tego świata, ale nie pojmowana w sposób kapitalistyczny, tylko użyteczność dla ducha, tak se myślę. To, czy ktoś dostanie grant i wyprzedzi innego pana z chomikiem zaopiekowanym przez Bezimiennego, w ogólnym rozrachunku jest naprawdę bez znaczenia. Co ty na to?

Mysz bez nastroju

wątpiąca aktualnie w świata ratowanie

poniedziałek, kwietnia 13, 2026

Wiadomości z tygodnia

W Irlandii trwają protesty mające na celu obniżenie cen paliwa. Oczywiście dołączyła się skrajna prawica, która wprawdzie jest przeciwko kontroli rządu, gdyż wolność, ale żąda, żeby rząd coś zrobił, ponieważ to nie ona jest w rządzie. Irlandzkim kolokazjom to zapewne wystarcza.

Węgrzy się obudzili. Dosłownie.

No i co ten Leoś w Watykanie wyprawia? :D

Z psychologicznego poletka: jak to się stało, że się stało to, co się stało w/z USA? W artykule The Irish Times autor przywołuje pięć mechanizmów, które mogą wykoleić politykę państwa: iluzja kontroli, podstawowy błąd atrybucji (kulturowo motywowany: ludzie Zachodu przeceniają czynnik indywidualny), spadek IQ w grupie, iluzja wyższości, kompleks boga.

niedziela, kwietnia 12, 2026

Kobiecość

Połączone płcią i stanem niewielkiego posiadania mogą nawet polubić się, pod warunkiem, że żadna się nie wyłamie. Dlatego trzy kobiety wydają się Jadzi sympatyczne, a jedna nie. Sympatyczne, na przykład Madzia, są mniejsze, cichsze i wolniejsze, tak jak Jadzia, a niesympatyczna — większa i głośniejsza. Ona ma najlepsze biurko przy oknie i pierwsza robi sobie kawę, bo jest też najszybsza. Tej kobiecie zupełnie brakuje subtelności, nie mówi może, tak jakby, no wiesz, tylko tak, nie i stanowczo sobie nie życzę, a do tego studiuje zaocznie we Wrocławiu. Trzy mniejsze przeciw większej zbijają się w stado i Jadzia z nimi pobekuje, że lepiej jest być cichą, miłą i kobiecą wśród sobie podobnych kobiecych kobiet, zamiast wychylać się na zebraniach z własnym zdaniem, które one też mają oczywiście, ale trzymają dla siebie i nikomu nie pokażą prócz tych, co mają takie samo. Większa odmawia robienia panom kawy do drugiego śniadania, że to niby nie należy do jej obowiązków, ręce mają, niech sami sobie zrobią, a jak nie wiedzą jak, może im pokazać. Zdaniem miłych i subtelnych, które tak obrabiają, by każdej pasowało, robienie kawy dla panów jest po prostu czymś zupełnie naturalnym i za ten niewielki wysiłek zarabia się komplementy, których kobiecie przecież nigdy dość. (...) Aż dziwne, że mimo braku kobiecości niesympatyczna ma męża. To musi być jakieś homoniewiadomo, decydują sympatyczne i to je cieszy. Robienie kawy dla panów to dla sympatycznych i kobiecych dodatkowa okazja, by niesympatycznej napluć do szklanki z wodą i grzałką, co robią, chichocząc i szczypiąc się z ekscytacji, gdy paćka plwociny trafia w cel.
— Joanna Bator, "Piaskowa Góra", str. 129-130, Znak, 2022.

niedziela, marca 29, 2026

Co jest a co nie jest antysemityzmem?

Ach, częściowo rozmową z Teatralną, a bardziej wczorajszy wpis Dehnela zachęcił mnie do zagadania o czymś, o czym nie piszę, choć dzieje się cały czas. Pisarz m.in z grubsza nakreślił czym jest antysemityzm (równie dobrze opis ten mógłby służyć jako zawężenie dla antypolonizmu czy rasizmu); antysemityzm ...

Jest bardzo konkretnym poglądem: że ludzie mający jakąś etniczność/narodowość są immanentnie gorsi (fizycznie, etycznie, itd.), przy czym chodzi o niezbywalną esencję, a nie np. o kwestie kulturowe (które się zmieniają historycznie i społecznie – wszyscy się zapewne zgodzimy, że Polacy za PRLu mieli większą skłonność do dawania i brania łapówek, niż obecnie, ale nie jest to „cecha narodowa” czy, tym bardziej, niezbywalna cecha leżąca „we krwi”)

U Teatru napisałam w komentarzu mniej więcej:

Krytykowanie rządu Netanyahu nie jest antysemityzmem, to ocena zjawiska, do czego każdy ma prawo. Ale jednak uważam, że poparcie dla Palestyny wśród bardzo młodych ludzi (oraz wśród paru starych bab ;)) za często jest nową odmianą odziedziczonego antysemityzmu. Palestyńczycy są muzułmanami, jednak fiksacja muzułmańska jest w Polsce nadal słabsza od fiksacji żydowskiej i w tym przypadku niektórzy zapominają, jakiego wyznania w większości są Palestyńczycy, bo tak jest im wygodnie (w innym kontekście zapominają, że Jezus był Żydem, bo też tak jest im wygodnie). Jest to bardzo ciekawe zjawisko. Możesz zobaczyć więc jak ktoś w jednym poście łka nad dzieciątkami z Palestyny, a w drugim żąda, aby natychmiast wydalono z Europy te muzułmańskie wszy :)

Jest więc tak, że nienawidząc zarówno Żydów jak i muzułmanów, najpierw używa się tych drugich, żeby zaatakować tych pierwszych, a tych drugich atakuje się już z definicji ... bo przecież "Islam zalewa Europę". 

Podobnie jak ludzie nie rozróżniają rasizmu od uzasadnionej krytyki zjawisk (i żyją w przekonaniu, że nie są rasistami, choć klną na jakieś czarne bydło, robactwo roznoszące choroby i przemoc, mocno przekraczając dopuszczalne w tekstach reguły hiberbolizowania i kręcenia dramy dla rozrywki), nie rozróżniają antysemityzmu od uzasadnionej krytyki. Izrael atakujący Palestynę ze względu na to jak ją atakuje, stoi w tym konflikcie (podobnie jak USA) po ciemnej stronie mocy. Ale to nie znaczy, że Shoa się nie wydarzyło, to nie znaczy, że Żydzi mają małe, złe oczka, garbaty nos i "ja zawsze wiedziałam, że nie można im ufać". Zdaję sobie sprawę, że jako gatunek mamy wrodzoną skłonność do syntezy, a co za tym idzie uogólniania rzeczywistości do prostych haseł (każdy tak ma, tylko może w różnych tematach, ja np. mam bardzo radykalne wyobrażenie o grupie kiboli; mam też zestaw ogólnych haseł, epitetów czy powiedzeń, które czasami przenikają do moich postów i które ze względu na powtarzalność traktuję jak starych znajomych; ci moi lingwistyczni znajomi mogą jednak brzmieć dla postronnych źle, zbyt ostro). Czy rasizm albo antysemityzm mają rozmyte definicje? Raczej nie. Powiedziałabym, że zgodnie z ludzką skłonnością do upraszczania, są one dość precyzyjne i logiczne. Owszem, możemy granice definicji rozmywać, świadomie lub nie, gdy nie podoba się nam przeczucie, że może właśnie wpadamy do brzydkiego wora.

Istnieją Żydzi, wyobraźta sobie ludzie, którzy nie zgadzają się z polityką Netanyahu, nie popierają ataków, uważają, że cała ta wojna jest wielkim błędem (znowu "cała ta wojna" to duży skrót myślowy, konfliktów jest kilka, mam tu na myśli przemoc w Strefie Gazy oraz ostatni atak na Iran). Wydaje się też, że działa tu czynnik oddalenia. Żydzi w USA statystycznie rzadziej popierają wojnę w porównaniu z Żydami, mieszkańcami Izraela, którzy obserwują pewne sytuacje na miejscu (oraz mają mocny fundament w nacjonalizmie wsączanym na etapie szkolnym). Nic nie jest proste.

niedziela, marca 22, 2026

O sprzątaniu

A konkretnie o sprzątaniu przed śmiercią (albo w związku ze śmiercią). Pomyślałam sobie, że o tym napiszę, bo temat pociągnęła na innym moim blogu @Aśka i zatrzymałam się nad tym na chwilę. Poza tym niedawno umarła Margareta Magnusson, autorka książki o porządkowaniu swojego życia przed śmiercią. W związku z tym drugim, media przypomniały sobie o idei döstädning i odgrzewają kotleta. Najpierw, co odpowiedziałam @Aśce, wspomnę tutaj:

(...) w ogóle nie lubię idei "żeby innym nie robić kłopotu". Sama decyduję o tym, co mi sprawia kłopot :)

Rozumiem, że ktoś np. pali swoje listy, bo nie chce ludziom pokazywać, że był durny (choć jest to ocena subiektywna, ludziom nie podobają się w sobie najdziwniejsze, bo zupełnie normalne rzeczy), ale już palenia zdjęć po prostu nie pojmuję (nie po to je przecież robiono, idea fotografowania jest sprzeczna z ideą ciągłego sprzątania po przodkach). Jeśli chodzi o walające się fotki, listy itd. ... gdyby się nie walały, bo ktoś by je wrzucił do kubła na śmieci (zutylizował odpowiednio), nie byłoby Ci smutno, ale czy to znaczyłoby, że świat byłby od tego lepszy? No nie. Świat by Cię tylko sprawniej oszukiwał
[że dba o przodków, pamięć, że nie ma ludzi umierających samotnie]. Nie chcę odwracać oczu od realiów. Każde niepodpisane zdjęcie jest zagadką, przygodą, każda po(d)pisana książka również.

Uważam, że zarówno hoarding, jak i nadmierne sprzątanie, są formą zaburzenia kontroli. Występują często, bo znaleźć równowagę (złoty środek) to najtrudniejsza sprawa, ludzie mają jednak tendencję do wpadania w skrajności (na dodatek sprzątanie jest u kobiet nagradzane społecznie). Dobrze jest, gdy rzeczy pozostają, nawet jeśli to istnienie bez kontroli, rzucenie w świat - wbrew pozorom większość muzealnych artefaktów to przedmioty po zwykłych ludziach [a nie po ludziach sławnych; w ogóle czas mocno weryfikuje sławę, nie zawsze są sławni ci, którzy byli sławni w "swoich" czasach, albowiem nieśmiertelność is a bitch].

Taki wątek ciągnęłam. Wcześniej jeszcze twierdziłam, że wyrzucanie/niszczenie książek po zmarłych, ich listów, zapisków jest wg mnie jasnym sygnałem, że piśmienność to słabo przyjęta umiejętność, jest powierzchowna, pod spodem nadal płynie prąd umysłowości niepiśmiennej, dla której ludzie znikali w momencie, gdy nie widziało się ich twarzy przez jakiś czas. Tym się zresztą dla mnie różni pochodzenie szlacheckie od pochodzenia chłopskiego (jest to absolutnie zasadnicza różnica: podejście do pamięci o zmarłych): po jednej stronie zachowywanie świadectwa pisanego, trzymanie rekordów, duma z wad przodków, po drugiej natychmiastowe pozbywanie się artefaktów, sprzątanie, zmyślanie o przodkach pozytywnych historii, bo tylko dobry chłop ma wartość.

Krzywię się na niszczenie, ale jak najbardziej popieram przedśmiertne rozdawnictwo, nadanie rzeczom kierunku (tu się pewnie też ktoś nie zgodzi — potomkowie mają mocne przywiązanie do rzeczy, które zasadniczo jeszcze do nich nie należą, i uważają często, że rodzice nie mają prawa rozdawać, bo oni chcieliby dostać i zmarnować osobiście, własnymi rączkami). Rozumiem, że dla osób żegnających się z życiem, żegnanie się z przedmiotami może być terapeutyczne. Poza tym bez wyjątku zawsze warto wyprostować sytuacje prawne, ale to inna kategoria spuścizny. Nie popieram natomiast argumentacji Magnusson, że należy po sobie posprzątać, aby zaoszczędzić potomkom emocjonalnego cierpienia związanego ze sprzątaniem. Yyyyy, jest w tym założenie, że każdy kto przegląda rzeczy po bliskich zmarłych cierpi emocjonalnie. No nie. Relacje między ludźmi są różne, każdy umysł jest inny. Są ludzie, którzy cierpią emocjonalnie pod byle pretekstem, oraz osoby zrównoważone, którym działanie pomaga tę równowagę zachować ...

niedziela, marca 01, 2026

O snobizmie

Cytat znaleziony u Hebiusa:

Ludzie mają potrzebę wyrażania siebie, zaistnienia, bycia wyjątkowymi. Myślą sobie – nie potrafię grać na żadnym instrumencie, nie potrafię tańczyć, to może… pisanie! Pisać umiem, bo przecież w szkole się nauczyłem…
pochodzi z rozmowy Ewy Jankowskiej z Michałem Michalskim, dyrektor wydawnictwa ArtRage, opublikowanej w gazeta.pl. Taki tam kij w mrowisko. ArtRage wydaje dobrą literaturę. Michalski otwarcie krytykuje Mroza.
Ludzie, czytając, uczą się. Potem wydaje im się, że skoro ktoś pisze książki na poziomie wypracowań z podstawówki, to dlaczego i oni nie mieliby spróbować sił jako pisarze?
Dodałabym, że ludziom się wydaje, że spędzanie czasu nad tekstem wydrukowanym i złożonym w kształt książki z samej swej formy jest czymś elitarnym, mniejsza o treść. Bywa to przemieszane z pogardą dla tych, którzy usiłują czytać dobrą literaturę (snob, zadzieranie nosa, tak naprawdę wcale mu się nie podoba, udaje, bo znowu chce być lepszy, a przecież już jestem najlepszy, bo to ja CZYTAM). Ba :) Rozmowa zaciekawiła mnie m.in. i z tego powodu, że dopiero kilka dni temu w znanymi mi kręgu blogosfery zwrócono uwagę na blogera, który komentując i pisząc posty, używa najordynarniejszego SI z możliwych, pisze o niczym, gila panie i panów po brzuszku streszczeniami ich własnych wypowiedzi. Dotarło do mnie, że zablokowałam go pod koniec 2024 roku. Literatura uczy.

sobota, lutego 21, 2026

Świat poza pałacem

W mijającym tygodniu (już nie książę) Andrew Mountbatten-Windsor chwilowo znalazł się w areszcie w związku z danymi ujawnionymi w aktach dotyczących Jeffreya Epsteina (Windsora zatrzymano pod zarzutem nadużycia stanowiska publicznego; pobyt na posterunku policji w Aylsham, Norfolk był krótki, procedury trwały około 11 godzin). Poniższe zdjęcie zostało zrobione przez reportera Reutersa, Phila Noble, gdy nie-książę w dzień swoich urodzin opuszczał posterunek:

Podobno jest to pierwszy przypadek w czasach nowożytnych, oczywiście po roku 1649, gdzie wysoki rangą członek rodziny królewskiej został zaaresztowany (tutaj streszczenie BBC News). Listy Fergie do pana E również są pod lupą brytyjskich mediów. Nie decydując kto i jak jest winny (Epstein był psychopatą z najwyższej półki, świetnie manipulował ludźmi, ale też dobrze zacierał ślady), zadaję sobie pytanie: jak to jest doznać nagłego zderzenia z rzeczywistością po dekadach funkcjonowania w bańce, otulinie organizowanej przez państwo? Chyba bardzo szokująco. 

Tymczasem, w USA, gdzie Epstein miał swoją bazę, Pomarańczowy trzyma się ściany.